20 grudnia 2014

Christmas Time in Paris

Niezapomniany. Wyjątkowy. Bajeczny.

Idealne zakończenie roku. Najpiękniejszy prezent od męża. Szumiący w głowie romantyzm. Wszechobecny Christmas Time. Szaleństwo zakupowe. Świdrujący zapach świeżej kawy podczas śniadania w brasserie. Obłędny smak francuskiego wina Bordeaux w duecie z serami najwyższej jakości. Najsłodsze i idealne pâtisserie. Tak zapamiętam Paryż.



The Best Ever, to zdecydowanie najlepsza charakterystyka mojego M. Czy wygrałam go na loterii?? Prawie ;) Prawdą jest, że potrafi zaskoczyć mnie najbardziej zaskakująco :) 100% tajemnicy i 100% niespodzianki. Czy ja bym tak potrafiła?? Zdecydowanie nie !!! W grudniu Paryż, Londyn i Nowy Jork to najbardziej oblegane miejsca na świecie, co nie dziwi mnie wcale. Lampki ciągnące się po całej długości Champs-Elysées, to naprawdę niezwykły widok. Jeśli wyobrazicie sobie, że do tego rozbrzmiewają tam najpiękniejsze świąteczne piosenki, to zrozumiecie w czym tkwi magia tego miejsca.




Już kilka kilometrów od lotniska zauważyłam, że autostradą jadą wyłącznie francuskie samochody. Gotowa byłabym pomyśleć, że za rogiem znajduje się salon lub serwis Renaulta, Citroena czy Peugeota!!! Serio serio!!! Jeden na dziesięć samochodów był innej marki niż wymienione trzy, tak jakby marki te były dumą Francuzów. Dotarliśmy w każdym razie siecią metra do hotelu i zaraz ruszyliśmy na miasto, które pomimo późnych godzin popołudniowych tętniło życiem. Kawiarnie i restauracje pełne, łącznie ze stolikami wystawionymi na ulicy. Ok, było 10°C, ale czy to pogoda na piwo/wino/kolację na zewnątrz?? Tak, tam po prostu jest, chyba niezależnie od pory roku. Zimą zawieszone są grzałki nad stolikami, ale nie łagodzą one znacznie zimnego powietrza, które trafia do naszych płuc. Rozumiem kasztany z papierowej tutki, zjedzone na Placu Pigalle w drodze do Moulin Rouge :) Pokonujemy labirynt ciasnych uliczek i schodów, kiedy naszym oczom ukazuje się majestatyczna i dumna bazylika Sacré-Cœur.
Generalnie Paryż to stolica mody i stylu, co widać gołym okiem na ulicach. Ciekawe jest, że paryżanki namiętnie malują swoje usta, co nie umknie niczyjej uwadze. Malują usta wszędzie - na ulicy, w metrze, w łazienkach. Zdecydowanie nie jest to makijaż typu nude. Usta muszą mieć zdecydowaną barwę, dostosowaną do karnacji kobiety. Ja, w swoim polskim makijażu nude musiałam wyglądać na po prostu niepomalowaną ;) Także drogie Panie, malujcie usta jadąc do Paryża, wtopicie się wówczas w tłum.
Warto bez dwóch zdań zobaczyć perełki architektury europejskiej takie jak katedra Notre-Dame, Luwr, Łuk Triumfalny, będący początkiem najsłynniejszej ulicy Champs-Elysées i przede wszystkim jedyną i niepowtarzalną Wieżę Eiffla. Można też odwiedzić cmentarz Père-Lachais, którego wyjątkowość tkwi w samym wyglądzie oraz w fakcie, że pochowano tam m.in. Fryderyka Chopina, Edith Piaf,  Jima Morrisona czy Moliera. Tymczasem zaraz po zakupach w galerii Lafayette i Printemps na Boulevard Haussmann, warto wybrać się na kolację do Restaurant Bouillon Chartier. Niech nie zdziwi Was kolejka do wejścia restauracji, która zachęca smacznym jedzeniem i klimatem prawdziwej francuskiej bohemy. Butiki w galeriach są wzorowo przygotowane, obsługa idealna, nierzadko w białych rękawiczkach. Do butików największych marek ustawia się kolejka, która skraca się płynnie w towarzystwie dystyngowanego ochroniarza.
Na koniec, wielbicielom nowoczesnej architektury, do których bez wątpienia się zaliczam, polecam odwiedzić dzielnicę La Défense. Futurystyczne centrum biznesu, którego symbolem jest La Grande Arche de La Défense (Wielki Łuk), będący przedłużeniem Paryskiej Osi Historycznej, zaczynającej się od Luwru, a kończącej się na Łuku Triumfalnym. Dzielnica wyłączona z ruchu samochodowego, interesująca zarówno za dnia jak i nocą.

Istnieją co najmniej dwie teorie, które traktują o podróżach rodzin z dziećmi. Jedna z nich mówi o tym, że zawsze i bezwzględnie jedziemy z dziećmi, kolejna zaleca wyjazdy bez dzieci raz na jakiś czas. Jeszcze inne stanowią wariację pomiędzy dwiema powyższymi. Najważniejsze żeby obie strony były zadowolone i szczęśliwe. Jestem zdania, że wyjazd bez dzieci raz, może dwa razy w roku dobrze zrobi obu stronom. W związku zawsze potrzebne są beztroskie chwile sam na sam. Bez porannych rytuałów śniadaniowych, całodziennych zabaw i wieczorynek. To czas na relaks, rozmowę i regenerację.

Sam Paryż? Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić jego klimat na zdjęciach.















 













Miłego wieczoru :)


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Podobne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Zobacz także